Witaj w Carcassonne wędrowcze!

Carcassonne to absolutna klasyka i niewątpliwy hicior dla każdego, kto zetknął się już z grami bez prądu. Sam zastanawiam się więc, dlaczego sięgnąłem po pudełko z tą grą tak późno. Może dlatego, że sporo gier, które pojawiły się już na stolikach sali nr 12 miało po prostu mniejsze pudełka? Nic to, jak powiedziałby pan Wołodyjowski, najważniejsze, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni pograliśmy właśnie w Carcassonne.

Całe Carcassonne to 72 kartonowe kafelki terenu, 40 drewnianych pionków, tor liczenia punktów (kartonowy) i oczywiście instrukcja (papierowa). Dużo? Niedużo, a ile zabawy! A polega ona w wielkim skrócie na tym, aby dociągać kolejne kafelki i układać je na stole, w taki sposób, aby utworzyły większą mapę. Stopniowo wśród pól pojawiają się miasta, klasztory i siatka dróg. W każdej turze gracze mogą na kafelkach z tymi elementami postawić swój pionek w roli rycerza, rozbójnika, mnicha lub chłopa. Pierwsze trzy postacie przynoszą swojemu właścicielowi punkty w momencie ukończenia danej budowli i wracają do rezerw (można będzie ich ponownie wykorzystać), chłopi zaś uprawiają pola do końca gry i dopiero wtedy punktują. Gra kończy się, gdy zostaną wykorzystane wszystkie kafelki, wtedy następuje ostateczne podliczenie punktów i wyłania się zwycięzca, czyli ten który punktów zdobył najwięcej. Proste? Proste.

A więc po krótkim zapoznaniu z zasadami, wyjaśnieniu pierwszych wątpliwości dwa tygodnie temu po raz pierwszy w sali nr 12 zasiedliśmy do Carcassonne.

W  średniowiecznych landlordów (panów feudalnych) wcielili się Amadeusz i Filip oraz piszący te słowa. Początkowo nie było łatwo zdecydować się, kogo umieścić na planszy: chłopa, rycerza, czy może rozbójnika. Chłopcy inwestowali w rycerzy, przynoszących w miarę szybki zysk oraz rozbójników, choć to trochę nieetyczne (lecz zyskowne).  Plansza bardzo szybko się rozrastała, pojawiały się nowe miasta oraz klasztory, w których fundowaniu celował Filip. Lokacje zresztą mu się opłaciły, ponieważ to właśnie on został zwycięzcą pierwszej rozgrywki. Bogatsi o doświadczenia przystąpiliśmy do drugiej rundy, w której każdy skupiał się już nie tylko na rozbudowie własnych włości feudalnych ale też na utrudnianiu życia swoim konkurentom. Nie raz więc pożądany przez któregoś z nas kafelek kończący miasto lub drogę wędrował w ręce przeciwnika, który z szelmowskim uśmiechem układał go w najmniej oczekiwanym przez nas miejscu. Chłopi zażarcie konkurowali o pola, a rycerze wznosili coraz to nowe zamki (często minimalnych rozmiarów). Zliczenie punktów wzbudziło tym razem większe emocje, a chłopska polityka najbardziej opłaciła się Amadeuszowi, zwycięzcy tej rozgrywki.

W ubiegły poniedziałek usiedliśmy nad grą raz jeszcze, tym razem w innym składzie, ponieważ dołączyli do nas Szymon i Zosia oraz nieobecny wcześniej Michał. Znów szybkie tłumaczenie zasad, szybka emocjonująca rozgrywka i szczęściem debiutanta – zwycięstwo Michała.

Mam nadzieję, że Carcassonne częściej będzie pojawiać się na naszych szkolnych stolikach, wzbogacane stopniowo o rozszerzenia, a ja będę mógł  pochylić się niczym średniowieczny skryba i wiele jeszcze o tej fascynującej grze napisać.

 

Szczęśliwy numer

Na dziś
to
26
Następne losowanie o godzinie 18:00

Polecamy

orzel
 

 

 

   
   
   

 

 

Licznik odwiedzin

0160584