Z pamiętnika wychowawcy - sekrety klasy 1c ("Świąteczna ulica")

21.12.2015 r., poniedziałek

Drogi pamiętniku przeżyłem dziś lekki zawał i nastąpiło tymczasowe drętwienie wszystkich zmysłów.
Wzrok szwankuje, gałki oczne wypadają, uszy na klamerkach, usta spopielone, gardło zaciśnięte,
motoryka mała i duża w znacznym stopniu upośledzona. Nie mogę w to uwierzyć... Projekt edukacyjny ,
czyli widowisko słowno-muzyczne pt. „Świąteczna ulica” został zakończony,
a publiczność wiwatowała i oklaskiwała wszystkich wykonawców...

Podczas wracania pełnego czucia w kończynach, postaram się opisać, co przeżyliśmy przez ostatnie dni.

Gdy od początku listopada ruszyły próby sceniczne, moi wychowankowie zareagowali
niezwykle entuzjastycznie. Podział ról okazał się fraszką. Na kolejnych spotkaniach
sala 42 zmieniła się w odwieczny eksperyment psychologiczno-dydaktyczno-wychowawczo-pedagogiczny,
w którym większość metod była dozwolona. Patrząc na moich pupili powtarzających rolę,
 tańczących na niewidzialnych linach w powietrzu, śmiejących się, bawiących w berka,
wykonujących karkołomne eskapady z rekwizytami, przekrzykujących się, szukających kartek z kwestiami,
trącających się, bawiących w chowanego, wychodzących z telefonami, zwalniających się wcześniej z prób,
usprawiedliwiających się z powodu nieobecności, skarżących na zaginięcie piórniczka z ławki, znowu
bawiących się w „Gdzie jest Nemo ?”, stwierdziłem, że Shakespeare miał rację, nazywając świat teatrem,
a ludzi aktorami na scenie. Wszelkie paradokumenty o tematyce szkolnej
były mdłymi odblaskami tego energetycznego i rzucającego oślepiające blaski sitcomu. A jednak spośród
tego szaleńczego wiru i witalnego chaosu zaczęły wyjawiać się prawdziwe blaski gwiazd, a w sekundach,
minutach ciszy nagle puzzle zaczęły się układać w całość. Prawdziwa niespodzianka czekała tuż za rogiem.
Podczas gdy mój kolega Krzysztof Kostrzewa zmagał się od tygodni z dekoracjami,
piłował, szlifował, malował, montował, wycinał i wyklejał z zaufanymi uczniami,
ja prowadziłem próby i ze zdziwieniem stwierdziłem, że za dwa dni występujemy.
Normalnie cud, miód i orzeszki. Pierwszy występ odbył się 18. grudnia 2015 r.,
w piątek, pogoda była zadowalająca, ciepło, zbyt ciepło na tę porę roku.
W sali gimnastycznej gorąco jak w piecu hutniczym od prób generalnych, biegania,
krzątaniny dźwiękowców (jak również kolegi M. Matyjszczyka oraz I. Skwarnej dbających o oprawę muzyczną
i koncert kolęd), przebierających się uczniów, pytań, zaleceń, porad scenicznych, emisji głosu,
prób mikrofonów, tragedii małych i dużych, śmiechu, energii oraz setki innych zjawisk.
Przybyli goście, grono pedagogiczne z dyrekcją na czele. Scenariusz z nerwów zgnieciony
w kostkę w moim ręku, duszno, pierwszy znak, zmrużone oczy, łomot serca, zaczęliśmy...

Kolejny występ 21.12.2015 r. był już o wiele spokojniejszy...dla mnie rzecz jasna. Przybyli rodzice oraz krewni
bliżsi oraz dalsi, dodali swymi pokrzepiającymi uśmiechami nieco tchnienia spokoju. I stało się.
Brawurowe improwizacje, naturalnie wypowiadane kwestie lekko drżącym głosem, perfekcyjne
przygotowanie i niespodziewana klasa. Oddech, głęboki oddech...oklaski...oddech...sukces...SUKCES!

Odpoczynek...zaraz za chwilę wigilia klasowa! Moment, do usłyszenia!

Szczęśliwy numer

Na dziś
to
18
Następne losowanie o godzinie 18:00

Polecamy

orzel
 

 

 

   
   
   

 

 

Licznik odwiedzin

0145181