Kandydaci na patrona - Pięciu Braci Męczenników

A może nie patron, a patroni? Oto historia Pięciu Braci Międzyrzeckich.

Opowieść zaczyna się w 1002 r., kiedy to dwaj włoscy benedyktyni przybywają z pustelni Pereum koło Rawenny na ziemie księcia Bolesława Chrobrego. Są to Benedykt i Jan.

Droga, którą przebyli aby dotrzeć w okolice Międzyrzecza  jest bardzo długa – wiedzie z Rawenny przez Wenecję, Weronę, Alpy, Ratyzbonę, Magdeburg i Lubusz. Łącznie około 1500 kilometrów. Podróż przygotował cesarz Otton III wyposażając zakonników w naczynia i księgi liturgiczne. Eskortę stanowiła poczta cesarska, a od granicy księstwa Polan – straż Bolesława Chrobrego.

Książę Bolesław dał zakonnikom miejsce na samotnię i zapewnił środki utrzymania. Na miejscu do Benedykta i Jana dołączyli nowicjusze – pochodzący z Polski bracia – Izaak i Mateusz oraz kucharz i brat  laik – Krystyn.

Na miejscu pięciu mnichów – pustelników wiodło tryb życia zwyczajny dla benedyktynów – praca, modlitwa i studia filozoficzne. Prowadzą surowy tryb życia. Kronikarz Kosmas pisze: „Samych zaś tak wielka była cnota powściągliwości, że jeden dwa razy, drugi raz w tygodniu przyjmował pożywienie, żaden jednak codziennie. Pożywieniem ich zaś rośliny wyhodowane własnymi rękoma: chleb mieli rzadko, ale ryby nigdy, jarzyny zaś lub proso wolno im było jeść tylko na Wielkanoc: pili czystą wodę i to w miarę: mięsne pokarmy były im znienawidzone, a widok kobiety obmierzły. Szaty szorstkie i ostro utkane z końskiego włosia. W łożach kamień na podtrzymanie głowy i jedna rogoża i to bardzo stara na przykrycie”.

Włoscy zakonnicy uczą się języka Słowian. Lepiej idzie ponoć Janowi i to on zabiera głos w kontaktach z Polakami. Bracia przyjmują również obyczajowość tubylców, upodabniając się do nich w sposobie bycia, wyglądzie i ubiorze. Nieliczne przekazy mówią o świętości życia braci. Podobno pewnego razu kobieta ofiarowała zakonnikom łososia. Zjedli go dziękując Bogu a następnego dnia znaleźli takiego samego łososia znajdującego się w pobliskiej sadzawce. Podobno cudowny łosoś odrastał, a owa sadzawka nabrała cech leczniczych.

meczennicy

Dodatkowo Benedykt miał nadzieję prowadzić pracę misyjną wśród pogan – pomorskich Wieletów. Oczekiwał tylko przyjaciela z pustelni w  Pereum – Brunona z Kwerfurtu, który miał przywieźć zezwolenie papieskie na misję . Przybycie tegoż opóźniało się jednak.

Być może z planami misyjnymi wiąże się sprawa otrzymania przez braci 10 funtów srebra (ok. 4 kg) od Bolesława Chrobrego. Miały to być środki na wyprawę do Rzymu w celu uzyskania pozwolenia na rozszerzenie misji chrystianizacyjnej na wschód, lub na przekonanie papieża Jana XVIII aby ten przyznał Bolesławowi koronę królewską.

Ponieważ jednak akurat zmarł przyjazny Polsce cesarz Otton III  a zastąpił go raczej wrogi Henryk II, do wyprawy do Rzymu nie doszło. Sami pustelnicy zasłaniając się powinnościami stanu kapłańskiego odmówili ponoć podjęcia się politycznej misji i srebro księciu oddali.

Owe 10 funtów srebra stało się jednak przyczyną tragicznej śmierci pięciu braci z międzyrzeckiej pustelni. W nocy z 10 na 11 listopada 1003 r. samotnię napadli niezidentyfikowani napastnicy. Kim byli, nie dowiemy się pewnie nigdy. Być może byli to skuszeni cennym łupem miejscowi chłopi, być może zbóje, którymi dowodził wg. Brunona z Kwerfurtu „pewien człowiek książęcy, który w innej porze im usługiwał”. Może więc komes międzyrzeckiego grodu? Są i historycy, którzy sądzą, że napadem mógł kierować Bezprym – starszy syn Chrobrego.

Napad miał bardzo dramatyczny przebieg: Pierwszy od ciosu mieczem zginął Jan. Następny padł Benedykt ugodzony potężnym pchnięciem miecza w środek czoła. Następny był Izaak cięty na oślep po rękach i nogach, gdy modląc się błogosławił oprawców. Mateusza śmierć dosięgła, gdy przerażony, próbując ucieczki przebity został oszczepem. Krystyn usiłował się bronić , a nic nie wiedząc o śmierci braci, wołał ich na pomoc. Zginął i on.

Napastnicy nic nie osiągnęli – w samotni nie było srebra. Aby zatrzeć ślady podłożyli ogień, zrobili to jednak nieudolnie i zarówno kościół jak i cele pustelników ocalały. Kiedy sprawdzali, czy zakonnicy są martwi wydało im się, że Benedykt lekko się uniósłszy nasunął kaptur na głowę i odwrócił ją do ściany, Zabójcy w popłochu uciekli do lasu.

Pogrzeb męczenników odbył się bardzo uroczyście, a Bolesław Chrobry na miejscu samotni kazał prawdopodobnie postawić bazylikę. Papież Jan XVIII, po otrzymaniu dokładnego sprawozdania z zajścia bez wahania kanonizował pięciu męczenników. Wystarał się o to głównie poznański biskup Unger. Urzędowo kult świętych braci potwierdził w XVII wieku papież Juliusz II. Żywot braci spisał zaś w 1006 r. przybyły dwa lata wcześniej do Polski Brunon z Kwerfurtu.

Ciała zamordowanych stały się cennymi relikwiami. Trafiły one do Ascoli we Włoszech i do Gniezna. W 1039 r. książę Brzetysław wywiózł relikwie gnieźnieńskie do katedry św. Wita w Pradze. W 1520, na prośbę goszczącego w Czechach biskupa Jana Lubrańskiego, część relikwii wysłana została do Kazimierza Biskupiego, jednakże po drodze zatrzymane zostały w katedrze poznańskiej. Część relikwii przesłano w XVII wieku do kościołów w zachodniej Wielkopolsce i na Mazowszu, a w XVIII wieku do klasztoru kamedułów w Bieniszewie. Relikwie znajdujące się w kazimierskim kościele św. Marcina rozdzielono i złożono w kościele św. Jana Chrzciciela w Międzyrzeczu (1966), klasztorze w Bieniszewie (1966) oraz kościele Misjonarzy Świętej Rodziny w Kazimierzu Biskupim.

Szczęśliwy numer

Na dziś
to
24
Następne losowanie o godzinie 18:00

Polecamy

orzel
 

 

 

   
   
   

 

 

Licznik odwiedzin

0263863